Twoje początki...
1. W wieku około siedmiu lat znalazłem w piwnicy pałki z filcowymi główkami oraz jedną miotełkę do bębnów - pozostałość po ojcu grywającym w czasach studenckich w zespołach BSS u - taki ówczesny PSJocik lub STOMUR. Zbiegło się to z otrzymaniem na gwiazdkę gramofonu i zestawu ówczesnych płyt: Niemen z orkiestrą Michela Colombier, Polanie, Skaldowie, Niebiesko-Czarni, Czerwono-Czarni i dość sporo innych. Zafascynowało mnie osiągnięcie specyficznego rodzaju sprawności psychofizycznej potrzebnej do grania na tym instrumencie.
Zaczynałem w sposób konsekwentny: najpierw wystarczyło mi obstukanie blatu biurka w różnych miejscach (różnie brzmią), potem dorobiłem sobie HiHat z nitki, pokrywki od garnka, książek i dwukilogramowego ciężarka do ćwiczeń fizycznych. Potem w robotę poszły garnki, itp. A dlaczego to wszystko ? No cóż, dzisiaj łatwiej odgadnąć niż wtedy: życiowa pasja...
Twoja edukacja...
2. Na etapie 7 klasy szkoły podstawowej staruszkowie pokazali mi ogłoszenie o naborze zdolnych do klasy perkusji w Zespole Szkół Muzycznych w Bydgoszczy (moim rodzinnym mieście). Zimą zgłosiłem się na przesłuchanie i zostałem przyjęty przez prof. Władysława Mazugę na półroczny okres próbny. Potem był udany egzamin wstępny, zdziwienie komisji, że z tak dobrym słuchem wybieram się do klasy perkusji (!) i start w szkole muzycznej z prawdziwego zdarzenia. W Liceum Muzycznym moim głównym nauczycielem został po zmianach personalnych prof. Mirek Żyta. Miałem dość sporo zajęć dodatkowych z legemdarnym, nieżyjącym już prof. Lewańskim. Słuchałem w tym czasie głównie hard rocka - zespołów Deep Purple, Led Zeppelin, Pink Floyd, Stones`ów, Jimmie Hendricks`a, The Beatles, itp. Z nagraniami było słabo (lata 1974-78).
Dopiero w 1978 dostałem jak obuchem w łeb. Dopadło mnie bez uprzedzenia Byrdlike Hubbarda w wykonaniu V.S.O.P. z koncertowego albumu, tego czarnego podwójnego, gdzie Tony Williams zagrał kto wie, czy nie życiowe swoje solo - to był dla mnie szok: to TAK można grać na bębnach ?!
Udałem się do Katowic na studia na Wydział Myzyki Rozrywkowej tamtejszej Akademii Muzycznej w klasie prof. Stanisława Proksy.
Przebieg twojej kariery...
3. Studiowanie wiąże się z początkiem mojej kariery. Najważniejszy był Big Band, z którym do czasu grywałem koncerty jazzowe na miejscu i w Polsce. Wydarzeniem była wizyta i wspólne granie przy szczelnie wypełnionej Auli Akademii z Chick`iem Corea`ą i Gary Burton`em na koncercie Big Bandu z okazji Ich przyjazdu do. Studia to również moja fascynacja Steve Gadd`em, o którym napisałem pracę dyplomową. Dzięki wyrozumiałości mego pedagoga miałem dużo swobody, ale z BigBandem zaczęły się chałtury estradowe, co skłoniło mnie do szukania sobie miejsca w bardziej jazzowych ekipach. Po wyprawie z Jurkiem Główczewskim i jego kwintetem na trasę m.in. do Krakowa zostałem zauważony przez Jarka Śmietanę, który po jakimś czasie przyjechał do Katowic z gotową propozycją współpracy dla mnie. Tak naprawdę, to dopiero w tamtym momencie wszystko ruszyło. Praca z Jarkiem umożliwiła mi poznanie całego środowiska, wyniknęły z niej poszczególne rozdziały mojej kariery aż do założenia swojego zespołu City Jazz Trio na początku lat 90-tych. Grałem z zespołami: Extra Ball, Namysłowski-Śmietana Band, Sounds, Symphonic Sound Orchestra Śmietany, Czech-Polish BigBand Milana Svobody, BigBand Kraków Wojtka Groborza, W. Groborz Trio, Polish Jazz Stars Śmietany, zespoły "Ptaszyna" oraz wiele okazjonalnych formacji. Miałem przyjemność grać na wielu europejskich festiwalach jazzowych oraz w Indiach na Jazz Jatra`88. Grałem z Freddie Hubbardem w Filharmonii Krakowskiej, z Eddie Hendersonem na mini trasce na Pomorzu, a także z muzykami z Norymbergi i Hannoveru w międzynarodowych formacjach. Osobnym rozdziałem w mojej działalności jest City Jazz Trio. Zespół, który był swego rodzaju fenomenem. Na tak małym terenie jakim jest Bydgoszcz udało się zmontować naprawdę świetną ekipę w osobach Krzysztofa Herdzina i Grzegorza Nadolnego. Zagraliśmy wiele koncertów klubowych w całej Polsce, kilka festiwali oraz zrobiliśmy nagrania dla "Trójki" i płytę Jacek Pelc City Jazz wydaną przez GoWi.
Twoja dyskografia - na osobnej kartce.
Które własne nagrania lubisz najbardziej?
Do wszystkich nagrań z moim udziałem mam stosunek z lekka nieobiektywny i jest to najtrudniejsze pytanie. Po każdym nagraniu wydaje mi się, że jest lepsze od poprzedniego, ale wrażenie rozwiewa się po pewnym czasie. Nie wiem jakie kryteria przyjąć do samooceny. Wydaje mi się, że dobre granie, napięcie, "idąca sekcja", płynność akcji muzycznej - wszystkie te elementy wypaliły w utworze Crazy Folk Song nagranym na płycie Jarka From One To Four z 1986 roku w składzie: Śmietana, Baron, K. Ścierański i ja.
Podoba mi się granie ekipy City Jazz Trio zarejestrowane dla radiowej "Trójki" cztery lata temu - myślę o kolegach Herdzinie i Nadolnym.
Na jakich instrumentach grasz?
Grałem na kilku dobrej klasy instrumentach. Były to kolejno bębny firm: Yamaha, Premier, Remo i sporadycznie wiele innych - znanych producentów. Zestawy miały różne rozmiary. Jednak pierwszym zestawem, który ma u mnie "dożywocie" jest obecny firmy Gretsch z osiemnastocalowym bębnem basowym, jednym półkotłem "12" i kotłem bocznym "14". Werbel Ludwiga metalowy 6 i pół na 14, pedał Camco z łańcuchem, lekki HiHat Tama , stojaki mieszane Sonor, i coś tam jeszcze. Talerze to istna zbieranina- mam ich więcej niż używam i są to Istanbuły, A-Zildijany, Paiste 602 oraz Sabiany (do hihatu używam Sabian Jack De Johnette Signature series). Membrany: Centralka ma Evans Hydraulic Heavy Duty Drum Head od strony bitej, a na zewnątrz białą Diplomat Remo Drum Head. Reszta membran to białe diplomaty z firmy Remo, czasem gram na Ambassadorach (wszystko Szorstkie). Były różne perkusjonalia, ale bardzo epizodycznie, choć smuga za tym ciągnie się do dziś - w ankiecie Jazz Forum.
Dlaczego używasz właśnie tych instrumentów?
Selekcji zestawu dokonywałem bardzo długo. Na jego wybór miały wpływ następujące czynniki: wykonanie, wykończenie, cena, a przede wszystkim bardzo dobre brzmienie, które usłyszałem już po wstępnym wypróbowaniu - to ono zadecydowało o jego kupnie; potem było coraz lepiej. Przy okazji ten mały jazzowy zestaw firmy Gretsch okazał się bardzo praktyczny: po zastosowaniu kilku łączonych patentów na perkusyjne "żelastwo", jestem w stanie upchnąć je do małej "walizki ubogiego krewnego", a cały zestaw i dużą torbę podróżną do bagażnika osobowego samochodu pod warunkiem, że auto posiada bagażnik, a nie coś tam a`la Polonez ATU +.
Czym się kierowałeś wybierając talerze i pałki?
Talerze wybierałem spośród wielkiej sterty ustawionej rzędami pionowo pod ścianą w sklepie w Istanbule. Było tego ze dwa tysiące sztuk - po kilkadziesiąt z jednego rozmiaru i rodzaju (np. 70 sztuk flat ride 21``). Miałem do dyspozycji sklepowe "pięterko", samotność, statyw i pałkę. Poszczególne egzemplarze bardzo różniły się między sobą i oczywiście wybierałem te najlepsze - bez przydźwięków i buczenia. Tak kupiłem podstawowe blachy, które używam do dziś - ponad 10 lat. Nie bez znaczenia była ich cena, ale w Turcji - ojczyżnie perkusyjnych talerzy musi ona być "magiczna" i taka właśnie była. Część zasobów pochodzi z drugiej ręki po wypróbowaniu na koncertcie, pozostałe ze starych zakupów u Paiste`a. Pałki trafiły mi się przypadkiem - od wspominanego wcześniej Skipa Hadena dostałem dwie pary Vic Firth SD 2 BOLERO i od tej pory używam jak wyżej. Przy odpowiednim uderzeniu w talerz słychać oprócz samej blachy również brzmienie pałki. Niektórzy nazywają to "stick sound". Pałki muszą być proste i brzmieć wysoko - to moje kryteria, które stosuję zawsze przy ich kupowaniu.
Jakie warunki muszą spełniać tom tomy, werbel i duży bęben w różnych warunkach - studio, live, z nagłośnieniem i bez?
Wszystkie bębny powinny być nastrojone, tzn. nie mieć brzękliwych alikwotów, co można uzyskać bez tłumienia bębnów plastrami. Pomaga w tym użycie nowych membran i dlatego staram się mieć na każdą sesję nowe naciągi. Przed każdym koncertem sprawdzam brzmienie, ewentualnie stroję bębny, dostrajam je lub - jeśli brzmią w klubie bez zarzutu - nie dotykam, co sporadycznie też się zdarza. Nie widzę specjalnej różnicy między sytuacjami typu koncert z nagłośnieniem, bez, czy studio. Bardzo rzadko zdarzają się specyficzne sytuacje, gdzie przy fatalnych warunkach akustycznych trzeba "ratować" sytuację drastycznymi metodami - wówczas się coś przyklei i jakoś idzie. Nie cierpię zaklejania bębnów.
Jaką rolę odgrywają membrany w preferowanym przez ciebie rodzaju brzmienia? Jak stroisz instrumenty?
Membrany odgrywają dość zasadniczą rolę w rodzaju brzmienia bębnów. Jeśli nagrywać sesję funk-rockową lub techno, to raczej z użyciem membran olejowych, pin stripe, lub czegoś tam jeszcze. Muzykę akustycznie czystą typu jazz, free, czy mainstream lepiej grać na białych plastikach albo fiber skin. Staram się mieć odpowiednie membrany dostosowane do konkretnych sytuacji. W związku z tym, że uczestniczę głównie w akustycznych koncertach jazzowych, stroję bębny brzmiąco i bez wytłumienia - kotły i werbel dość wysoko, bęben basowy nisko - na granicy flakowatego opadu radioaktywnego membran. Dolna membrana werbla naciągnięta jest mocno, a sprężyny - blisko zwisu męskiego eleganckiego.
Każdy perkusista narzeka na ciężar statywów lecz od tego zależy ich stabilność. Co w związku z tym wybrałeś - komfort grania czy wygodę montażu i transportu?
Na pytanie dotyczące statywów muszę odpowiedzieć ZŁOTY KOMPROMIS.
A mówiąc serio, sam poszukuję złotego środka i moja galanteria metalowa pochodzi od różnych firm: HiHat firmy Tama, pedał Chain Drive firmy CAMCO, statywy Sonor i jakieś francuskie bezfirmowce. Udało mi się w Niemczech kupić za psie pieniądze arcydzieło z rodziny stołków do siedzenia, nieznanej firmy, wymodelowane na na duże komfortowe siodło, jakby zdjęte ze starego motocykla. Całość określiłbym wagowo jako lekkopółśrednie. Wszystko stabilne i niedużo waży. Tak długo jak pamiętam nie zdarzyła mi się żadna wywrotka.
Jak mocno naciągasz sprężyny hihat`u i pedału dużego bębna? Co robisz by talerze hihat`u nie "sklejały się"?
Sprężyny regulacyjne naciągam na minimum niezbędne do utrzymania talerza HiHatu w górnej pozycji i pałki pedału bez "martwego" ruchu. Talerze HiHatu przy minimalnym skosie nie kleją się. Tak się składa, że moje talerze w ogóle się nie kleją i jakoś nie mam tego problemu. Może to zasługa Jack DeJohnette`a i firmy Sabian?
Jakiej muzyki słuchasz, co lubisz najbardziej?
8. Jestem płytomanem i jakkolwiek nie posiadam takiej kolekcji jak Marek Winiarski z Krakowa, to jednak mam kilkaset tytułów i trudno będzie mi się zdecydować na choćby kilka. Największą ilość miejsca zajmuje Miles- ok 40 płyt i kompaktów, mam wszystkie płyty Weather Report, kilkanaście Coltrane`ów, sporo Herbie Hancocka, Pata Metheny`ego, Marsalisów z dziesięć też by się znalazło. Uwierz mi, że wszystko to lubię, płyty nie leżą u mnie dla ozdoby. Mam ze trzydzieści płyt z najlepszymi wykonaniami dzieł klasycznych, dużo rozrywki, trochę popu i rocka. Z płyt perkusistów najwięcej mam Art. Blakey Jazz Messengers i Tony Williams`a z jego ostatniego kontraktu z firmą Blue Note. Jestem pod ogromnym wrażeniem ostatniego zakupu - płyty Wilderness.
Twoi faworyci - perkusiści
Nie chcę mówić tu o oczywistych sprawach (Tony Williams, Elvin Jones, Jack DeJohnette) i skoncentruję się na kilku, z którymi czuję się związany osobiście: pierwszym moim namacalnym guru był Skip Hadden, z którym wspólnie prowadziłem klasę bębnów w Chodzieży i w Margoninie: tłumacząc jego wykłady i oglądając go przy bębnach nauczyłem się więcej niż z nagrań płytowych - zobaczyłem jak to się robi w kameralnych warunkach bez dystansu dużej estrady, mikrofonów, nagłośnienia...
Bardzo wyjątkowym drummerem jest w mojej opinii Al Foster. Przestrzeń pomiędzy poszczególnymi dżwiękami zdaje się być u niego znacznie dłuższa niż u innych perkusistów, a jego granie w Royal Garden Blues z płyty Branforda o tym samym tytule nadaje się do umieszczenia w Sevre pod Paryżem jako wzór jazzu obok wzorów metra i kilograma.
Podobnie rytmy latynoskie zaproponowane podczas koncertu z Rollins`em na dawnym Jazz Jamboree.
Bardzo podoba mi się Bill Stewart grając u Scofielda koncepcję jazzu, która emocjonalnie jest mi bardzo bliska.
Co możesz powiedzieć o swoim ulubionym ćwiczeniu lub w jaki sposób oddajesz się pasji ćwiczenia?
Z ćwiczeniem to u mnie idzie falami. Nie zagłębiając się w czasy studenckie powiem, że obecnie ćwiczę raczej uzyskiwanie brzmień, groov`u, wyszukiwanie koncepcji rytmicznych do swoich nowych i starych kompozycji, do standardów. Czasami gram na bębnach całe utwory tak, jakbym siedział na estradzie z zespołem. Niekiedy ćwiczę 4 godziny dziennie przez pół roku, potem o wiele mniej, w trasach jedyny kontakt z bębenkiem mam podczas koncertów.
Jakiej rady udzieliłbyś młodemu perkusiście, zgłębiającemu w trudzie tajniki sztuki perkusyjnej?
Wydaje mi się, że przy pracy z instrumentem tak nietypowym jak bębny ważne są proporcje dynamiczno- akustyczne pomiędzy poszczególnymi instrumentami zestawu, np: talerz nie powinien być za głośny, stopa za cicha. Myślę, że ryzykowne jest ćwiczenie na zestawach "silent drums" z uwagi na możliwość zagubienia kontroli nad właściwą siłą uderzeń nóg i rąk.
Warto wracać zwłaszcza w młodym wieku do sedna sprawy: odstawiać zestaw na bok i ćwiczyć podstawy na talerzu z towarzyszeniem metronomu - prawą ręką, a potem lewą. Można włączyć hihat, resztę dodawać stopniowo.
Życzę powodzenia będąc przekonany, że granie na bębnach może być przyjemnym, pasjonującym zajęciem dającym trochę pieniędzy i dużo satysfakcji.