To imponujące, z jakim wyczuciem firma GOWI dobiera wykonawców kolejno wydawanych przez siebie płyt. Nie przesadzę mówiąc, że jeszcze kilka tak udanych jak dotąd propozycji i dla wielu polskich jazzmenów stanie się punktem honoru wydanie płyty w tej właśnie ekskluzywnej wytwórni.
Tak jak w latach 60 firmy Blue Note, Impulse czy Prestige stanowiły dla miłośników dobrego jazzu gwarancję, że właściwie każda pozycja wydana przez nie będzie bez wątpienia znakomita i nieprzeciętna, tak na naszym polskim rynku GOWI Records już chyba wypracowała sobie podobną renomę.
Oto przede mną płyta perkusisty i kompozytora Jacka Pelca. Koncepcja tego znakomitego materiału to właściwie dwa grania, jedno akustyczne, a drugie elektryczne. Ale elektryczne tylko poprzez fakt użycia elektrycznej gitary basowej, gdyż charakter muzyki również i tego składu jest na wskroś akustyczny. Płytę otwiera kompozycja lidera Where Is Our Caddy, utrzymana w ósmawkowym "medium up" tempie. Już po kilku taktach zauważamy klarowne brzmienie tria i to, że Jacek Pelc organizuje muzykę z fachowością, jakiej czasami trudno szukać u niejednego leadera. Kolejno C.M.O. i Daahoud. Zarówno pierwszy jak i drugi utwór, to dowód na to, że perkusista wie, co robić z miotełkami (a to nie tak często spotykane na polskiej scenie jazzowej). Ballada Blue In Green podnosi poprzeczkę na bardzo wysoki poziom, ale muzycy tria to rasowi i dojrzali jazzmeni, więc doskonale radzą sobie z tą wysokością. Kompozycja Michela Camilo to rodzaj muzyki, w jakiej Jacek Pelc zawsze czuł się znakomicie. Jest coś w tym utworze, co zwróciło moją szczególną uwagę, mianowicie fakt, że zespół, pomimo skomplikowanego aranżu, wykonuje wszystkie partie lekko, bez napięcia - duże brawa.
Następne dwa utwory leadera to Ciggie - neoromantic jazz wysokiej próby ze świetną solówką Grzegorza Nadolnego oraz Hurly Burly, utwór, który nazwałbym "contemporary straight ahead". Tu z kolei nie sposób nie zauważyć dobrego sola Krzysztofa Herdzina (nie tylko w tym utworze), który stanowi mocny filar całego tria; także solidny i pewny walking Antoniego Dębskiego osadza Hurly Burly w dobrym "groovie". It`s Good To See You Sweetheart to nastrojowa ballada o leniwym klimacie, adekwatnym do tytułu.
Pozostałą część płyty wypełniają cztery różne w charakterze utwory, co świadczy o olbrzymiej wszechstronności zespołu. Myślę, że Jacek Pelc udowadnia tym albumem, że jest świetnym perkusistą oraz bardzo zdolnym leaderem i kompozytorem. We wszystkich utworach słychać nie tylko znakomity warsztat, ale także dużą muzykalność i dojrzałość artystyczną.
Wysłuchawszy płyty kilka razy, z prawdziwa satysfakcją stwierdzam, że mamy na rynku jeszcze jedną bardzo dobrą pozycję jazzową, którą niniejszym serdecznie państwu polecam.
Jarek Śmietana