Płyta Jacka Pelca ma pełne szanse, by stać się jazzowym przebojem 2000 roku. Nie wiem, czy sprawię tym uciechę sympatycznemu perkusiście - wiadomo, artyści nie lubią nadmiernie prostych porównań, ale nieodparcie sztuka w czternastu aktach zagrana przez trio Pelca kojarzy się z dokonaniami Extra Ballu i kapeli o dźwięcznie brzmiącej nazwie Sounds sprzed (już?) dwudziestu lat. Nie jest to zresztą dziwne i "niewłaściwe", bo choć szefem i motorem napędowym obu "archiwalnych" formacji był Jarek Śmietana, to Jacek wniósł do nich oryginalny koloryt: barwę, puls i rytmy. Nie twierdzę, że słuchając "Electric Trio" uległem akustycznemu deja vu, ale podobieństwa są niezaprzeczalne. Płyta ma kilka atutów, wad nie dostrzegłem. Po pierwsze: program - urozmaicony, a przy tym spójny, osadzony w tym "skrzydle" jazzu, w którym ważny jest blues, rhythm`n`blues i funk. Za tym idzie wigor, męskie frazowanie, dynamika, czad. Artyści stawiają na spontaniczność, entuzjazm, energię, choć nie brak na płycie momentów bardziej subtelnych, balladowych.
Po drugie: partnerstwo - widać, a raczej słychać, że muzykom jest ze sobą najnormalniej dobrze: rozumieją się, akceptują, starają się współpracować
i wspierać. Dzięki temu, pomimo że skład minimalny, kapela brzmi soczyście i bogato...
Po trzecie: instrumentaliści - wszyscy są znakomici. Plastycznie,
z feelingiem, wyśmienitym drive`em i pysznym pulsem gra lider. Opanowaniem i piękną, okrągłą barwą basu czaruje Nadolny, artysta sprawny i inteligentny, czujny akompaniator i błyskotliwy solista, który wciąż czeka na odkrycie. Największym zaskoczeniem jest dla mnie Piotr Olszewski. Nie przypominam sobie bym słyszał go wcześniej na jakiejś płycie lub koncercie. Gdybym nie wiedział, kto gra, to powiedziałbym (tak po pierwszym słuchaniu), że to Jarek Śmietana. W każdym razie styl podobny, mocno zakorzeniony w jazzowej tradycji (Wes Montgomery, Jim Hall), porządne jazzowe brzmienie (zapewne gitara elektryczna, taka z pudłem,
a nie "deska"), frazowanie solidnie osadzone rytmicznie, potoczyste improwizacje, w których znać nie tylko sprawność paluszków, ale i oleum
w głowie. U Olszewskiego znależć można jednakże wiele oryginalnych patentów, indywidualny sposób budowania napięć, poszukiwanie własnego klimatu, własnej ekspresji i środków wyrazowych, co słuchać nie tylko w improwizacjach, ale i w podawanych z jazzową pasją tematach.
Po czwarte: zaskoczenie - muzyki jazzowej w trio z gitarą na takim poziomie w Polsce nie gra nikt poza zespołami Śmietany. Cieszyć się z tego, bo konkurencji, także
w sztuce, nigdy nie za wiele.
Robert Buczek